Zjedz tę żabę, czyli Zawodowy Prokrastynator na odwyku

Jest poniedziałek. Przychodzisz do biura. W pamięci szybko przeszukujesz sprawy do załatwienia… Co dziś masz ważnego i pilnego do zrobienia… A właśnie… Raport. Jest 9.00. Właśnie rozpoczynasz nowy dzień pracy. Spójrzmy, jak wygląda z bliska…

9.00 – robisz sobie kawę. Robisz ją codziennie od razu po przyjściu do pracy. To wprawia ciebie w dobry nastrój.

9.10 – włączasz komputer; nie jest on pierwszych lotów, więc rozruch systemu zajmuje kilka minut ;) W tym czasie spoglądasz na dokumenty…

9.20 – odkładasz dokumenty. Już masz się brać za raport, ale twoją uwagę przykuwa skrzynka pocztowa, która właśnie się „odpaliła”. Stwierdzasz, że najpierw przydałoby się wyczyścić niepotrzebne maile- kasujesz spam, zostawiasz wiadomość od szefa, żeby odpowiedzieć na nią później- oczywiście po napisaniu raportu. Wtedy pomiędzy kolejnymi mailami dostrzegasz ten zatytułowany „Czym jest prawdziwa przyjaźń?”. Nadawcą jest koleżanka, z którą pracowałeś dekadę temu w innej firmie- jak to miło, że o tobie pamiętała! ;) Mail zawiera mnóstwo prawdziwych, życiowych nawiązań i czytając go, wzruszasz się.  Docierasz do notki, że musisz przesłać tę wiadomość do 10 osób- a jeśli jesteś dobrym druhem to również do osoby, od której ją dostałeś! Oczywiście, że jesteś dobrym druhem, dlatego przesyłasz wiadomość dalej i odpisujesz koleżance… ;)

9.40 – hmmm… kawa jest już zimna, więc idziesz do pokoju śniadań, żeby podgrzać napój w mikrofali. Po drodze spotykasz kilkoro znajomych z działu sprzedaży. Wymieniacie parę zdań, kto jak spędził weekend, to nie mogło zająć więcej niż 5 minut…

10.00 – wracasz do siebie z podgrzaną kawą. Sam nie wiesz, kiedy minęło tyle czasu?… Dobra, czas wziąć się za raport!

10.05 – dostajesz odpowiedź od znajomego, do którego przesłałeś maila „Czym jest prawdziwa przyjaźń?”– bardzo ci dziękuje za pamięć i pyta, co u ciebie? W ramach rewanżu przesyła też link do filmiku, który bardzo go dziś rozbawił. Oglądasz filmik i stwierdzasz, że rzeczywiście jest bardzo zabawny. Czemu by go nie przesłać do kilku osób, którym na pewno też się spodoba?

10.20 – jeszcze tylko rzut oka na Facebook i już ruszasz z raportem…

12.00 – ale jak to?! :/

A oto jak mógłby wyglądać ten dzień:

9.00 – włączasz komputer, system się ładuje, więc spoglądasz na dokumenty. Zastanawiasz się, czy masz wszystko potrzebne do raportu? Zamykasz oczy na pół minuty i wyobrażasz sobie siebie w trakcie realizacji tego zadania.

9.03 – zaczynasz pisać i postanawiasz, że po pierwszych 2 stronach- w ramach nagrody– zrobisz sobie kawę.

9.30 – 2 strony za tobą- w ramach nagrody robisz sobie zasłużoną kawę.

9.35 – wracasz do raportu i postanawiasz, że po kolejnych 2 stronach- w ramach nagrody– sprawdzisz pocztę.

10.00 – raport gotowy! Teraz w ramach nagrody sprawdzasz pocztę- może znajdziesz tam list „Czym jest prawdziwa przyjaźń?”… ;)

Gdzie tkwi sekret?

Postanów sobie, że KAŻDA nadobowiązkowa czynność będzie nagrodą za wykonanie CZĘŚCI głównego zadania.

Tak, poranna kawa jest nadobowiązkowa ;) Serio. Da się pracować bez niej. Siła przyzwyczajeń jest ogromna. Przyzwyczajenia są dobre, bo porządkują nasze zachowania i możemy robić pewne rzeczy „na autopilocie”. Ale ich skutkiem jest to, że z czasem przestajemy czerpać radość z drobnych rzeczy; zwyczajnie nam one powszednieją. Odzyskaj zatem radość z dnia codziennego. Kiedy wypijesz pierwszą kawę przyznaną sobie w ramach nagrody od razu poczujesz, co mam na myśli :)

Żona Michaela Heppella układa sobie przy komputerze słodycze i przypisuje je do poszczególnych zadań, jakie chce wykonać. Nawyk jest na tyle silny, że nie sięga po słodycze przed ukończeniem działania. Osobiście uważam, że nagradzanie siebie słodyczami może być zgubne… ;) Natomiast chodzi tu o sam mechanizm wykorzystywany do zmotywowania siebie.

Strategia opisana przez Heppella to dla mnie rozbudowana teoria Briana Tracy’ego odnośnie zjadania żab ;)

„Zjedz żywą żabę każdego ranka, a w ciągu całego dnia nic gorszego cię już nie spotka.” Mark Twain

Brian Tracy w swojej książce „Zjedz tę żabę!” definiuje żabę jako największe, najważniejsze zadanie, z którego realizacją się zwleka, jak długo się da. Jednocześnie najczęściej jest to zadanie, którego wykonanie może w danym momencie przynieść najkorzystniejsze rezultaty. Czemu zatem człowiek siedzi i gapi się na żabę zamiast od razu ją połknąć? Bo zwykle jest wielka i oślizgła (albo nie jesteśmy głodni ;) )- jednym słowem budzi odrazę. Paradoksalnie jej połknięcie przynosi jednak ulgę– świadomość, że najgorsze już za nami, dodaje energii do działań, które naprawdę chce się wykonać. O ile u Tracy’ego mamy motywator wewnętrzny (osobista satysfakcja), o tyle Heppell dokłada do tego motywator zewnętrzny (nagrody). Którąkolwiek drogę wybierzemy dla siebie (a może obydwie?)- istotne jest to, by zaprowadziła nas w upragnione miejsce, czyli do wykonania zadania. Często mówi się o tym, że motywatory zewnętrzne na dłuższą metę się nie sprawdzają, bo powszednieją. Moim zdaniem, jeśli umiejętnie je się dawkuje (od małych do dużych nagród w zależności od rangi zadania) i urozmaica (od prostych do wyszukanych nagród w zależności od rangi zadania), mogą spełniać swoją rolę przez długi czas. Natomiast zgadzam się ze stwierdzeniem, że zawsze decydujący jest motywator wewnętrzny; ciężko przychodzi mi wykonywanie zadań, których sensu i celowości nie widzę ;)

W kolejnym wpisie wezmę na tapet temat określania, które zadania są ważne, a które nie, które są pilne, a które nie- przynajmniej w naszych oczach, bo zdanie szefa może być zgoła odmienne ;) Stay tuned! ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *