Zawodowy Prokrastynator, czyli podróż po meandrach lenistwa cz. 3

Angażujesz się w wiele różnych i ciekawych projektów, ale rzadko który kończysz? W połowie działań okazuje się, że to nie dla ciebie, a może to nie ten moment? A może dręczy ciebie brak widocznych efektów tego, czego się podjąłeś? Czujesz, że los rzuca ci kłody pod nogi albo bóg wystawia twoją cierpliwość na próbę? Być może jesteś Łowcą Wielkich Okazji…

Jaki jest Łowca Wielkich Okazji?

Dysponuje dużą energią, jest bardzo bystry, inteligentny, a przy tym wygadany. Paradoksalnie jednak ma niską samoocenę, co maskuje pewnością siebie. Dlatego choć wygląda atrakcyjnie i zwykle jest świetnym mówcą, pod tą przykrywką skrywa kiepskie samopoczucie. To największy marzyciel spośród wszystkich typów prokrastynatorów. Wydaje mu się, że nabył “z automatu” prawo do odnoszenia sukcesu, poprzez namaszczenie i w związku z tym nie musi się starać ani nabywać nowych umiejętności, wiedzy. Sądzi, że w odpowiednim momencie los lub opatrzność zainterweniują ;) Dlatego chętnie angażuje się w wielki wydarzenia i chce ratować świat. Dużo mówi, ale rzadko znajduje to przełożenie nie czyny… A jeśli już uda mu się przejść do czynu, zwykle porzuca projekt tuż przed jego końcem lub w momencie, gdy pojawią się trudności w realizacji (wszak zmierzenie się z nimi wymagałoby wysiłku). Często zmienia pracę w nadziei, że nowy pracodawca odkryje jego potencjał i talent. Ma skłonność do nałogów różnego typu- może to być palenie, może być ‘totolotek’. 90% osób,  które wspomniany już Combs trenował, miało wielkie plany, ale nie realizowało ich m.in. przez brak odpowiednich nawyków. Osoby te np. spodziewały się dużego zysku w nowo otwartej działalności już w pierwszym roku jej istnienia.

Skąd w tobie Łowca Wielkich Okazji?

Jeffery Combs twierdzi, że  osoby te mają jakiś nieprzepracowany problem z przeszłości, który powoduje u nich blokadę przed ruszeniem dalej, zaangażowaniem się, umiejętnością odroczenia w czasie nagrody (a może być nią samo ukończenie projektu, efekt końcowy). Być może w przeszłości zaliczyły jakąś spektakularną, ich zdaniem, porażkę i czekają aż los się odmieni, wynagrodzi im tamto wydarzenie. A może nie czują, że trzymają życie w swoich rękach i mogą kształtować własną rzeczywistość poprzez zmianę myślenia, nawyków,  działania.

Jak oswoić w sobie Łowcę Wielkich Okazji?

Najważniejsze to zdać sobie sprawę z problemu ;) Spójrz obiektywnie na siebie i swoją przeszłość. Rozlicz się z nią. Pamiętaj, że sukces przychodzi dzięki pracy, staraniom, tysiącom małych kroków. Podejmij wyzwanie i rusz się z miejsca.

Zamiast próbować wygrać cały mecz, skup się na zdobyciu punktu. Wtedy zaczniesz dostrzegać postępy.  – Jeffrey Combs

Sukces wymaga pracy. Doprawdy rzadko zdarza się, że przychodzi bez tego- potrzeba naprawdę niesamowitego splotu okoliczności i szczęścia. Czy nie lepiej jednak, zamiast liczyć, że pojawisz się w tej garstce osób, ruszyć swoje cztery litery do przodu ;) i zacząć działać? Jednak działać metodą małych kroków i planowania kolejnych, wizualizowania sobie efektów końcowych, świętowania małych sukcesów, wyciągania wniosków z przeciwności itd. To nie zły los nas karze. Karzemy sami siebie, zachowując się wobec własnego życia, jak małe dziecko, które zniecierpliwione tupie nogą i mówi, że tego nie zrobi.  Zrozumienie tego jest, moim zdaniem, kluczem do oswojenia w sobie Łowcy Wielkich Okazji.

Kiedy patrzę wstecz, to widzę, że jeszcze kilka lat temu miałam go w sobie bardzo wiele. Poczucie sprawczości, kontroli nad własnym życiem przyszło do mnie chyba dopiero wtedy, gdy zrezygnowałam z mojej pierwszej pracy. Był taki moment, kiedy odwiedziłam siebie w czekającej mnie przyszłości. Zobaczyłam, jak za kilka lat, świętując 10-lecie swojej pracy w tej firmie, jem obiad z prezesem i dostaję długopis z moim imieniem i nazwiskiem (taka była wówczas nagroda za taki staż, przysięgam!). Ta wizja mnie przeraziła. Coś się we mnie zmieniło, poczułam niedosyt, pomyślałam że w życiu musi być coś więcej niż to biuro, ta firma i jej klienci (i ten obiad, i długopis rzecz jasna ;) ). Postanowiłam zmienić swoje życie o 180 stopni: złożyłam wypowiedzenie i odnalazłam się w zupełnie nowej branży, w której do dziś pracuję i w której mam jeszcze wiele do zrobienia. Praca w końcu przynosi mi upragnioną satysfakcję i radość. Zanim jednak  odnalazłam swoje miejsce, podejmowałam się różnych zajęć, by móc utrzymać się na powierzchni. Droga była mozolna, trudna, bywało i tak, że wyrzucałam sobie, iż porzuciłam ciepłą, dobrze płatną posadę, z pakietem socjalnym, na rzecz totalnej niewiadomej. Chwile kryzysu zdarzają się zawsze– o tym warto pamiętać. To nie jest ani nic złego, ani nic czego nie da się przejść :) Od nas, naszego nastawienia, zależy, jak sobie z nimi radzimy i jacy z nich wychodzimy- skuleni, czy wyprostowani. To niezwykle istotne, by to pojąć. Uzyskanie świadomości sprawczości powoduje uczucie jakbyś zdjął sobie kajdany z nóg po wielu latach trwania w nich. W pierwszej chwili nie bardzo wiesz, co się dzieje ani co masz zrobić? Zaczynasz się zastanawiać: czy aby nie przewrócę się idąc bez nich? Czy da się tak żyć? Ciekawość prawdopodobnie spowoduje, że spróbujesz najpierw poruszyć lewą nogą, potem prawą. Działa! W takim razie, gdzie by tu pójść? W jakim tempie mogę się poruszać? Co zrobię, jeśli kogoś spotkam? Każda odpowiedź przybliża, małymi krokami, do osiągnięcia celu. Ale możesz też zostać w tym miejscu i liczyć, że zjawi się ktoś, kto zdejmie ci te kajdany. Ba, wypłaci ci odszkodowanie za te wszystkie lata spędzone w kajdanach. W końcu to by było sprawiedliwe, to ci się należy! Pamiętaj jednak, że wybór tego, co zrobisz, jest zawsze po twojej stronie. I czy to właśnie nie jest wspaniała wiadomość? :)

W kolejnym wpisie zajmę się trzecim typem prokrastynatora: Chronicznie Zmartwionym. Stay tuned! ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *