Zawodowy Prokrastynator, czyli podróż po meandrach lenistwa cz. 2

Piętnasty raz poprawiasz to samo zdanie w raporcie, o którym za 2 dni nikt już nie będzie pamiętał. I wciąż masz wrażenie, że coś w nim nie gra. Może jakieś słowo da się zastąpić innym? Zmienić szyk? Złączyć z kolejnym, przeformatować, przeformułować? Pierdylion minut później okazuje się, że dokument nadal nie jest skończony, a na twoim biurku spiętrzyło się siedem innych spraw, które czekały aż dokończysz tę jedną. Jeśli znasz takie momenty z autopsji, to znak, że masz w sobie coś z neurotycznego perfekcjonisty.

Jaki jest neurotyczny perfekcjonista?

Krytyczny i surowy w ocenie nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie. Dąży do absolutnej doskonałości, przez co często nie może nawet zacząć póki nie uzna, że wszystko zostało przygotowane idealnie. Bardzo skrupulatny, dba o detale zarówno w swoim zachowaniu, jak i zwyczajach. Bardzo inteligentny, co powoduje u niego większą obawę przed tym, by się nie ośmieszyć, nie potknąć, nie popełnić błędu, nie pomylić. Odczuwa potrzebę kontrolowania– nawet nie tyle innych, co siebie, swój umysł i swoje lęki przed porażką. Dlatego często nie podejmuje działania, by w swoim myśleniu pozostać idealnym i „nie skażonym” pomyłką. Woli pracować samotnie niż być zdanym na to, że ktoś z zespołu nie wykona czegoś perfekcyjnie, czyli na takim poziomie, jakiego on sam od siebie wymaga. Z tego powodu często się przepracowuje… choć nie ma to odzwierciedlenia w efektach jego pracy. Ma problem z dotrzymaniem terminów, bo za bardzo zagłębia się w detale– pisze i poprawia, a potem poprawia poprawki i tak bez końca. Najpierw stawia sobie ambitne cele, a potem nie jest w stanie ich zrealizować, bo paraliżuje go poczucie strachu; nie jest w stanie sprostać swoim własnym oczekiwaniom. Musi też mieć zawsze rację- pokłócić się, wygrać, postawić na swoim. To wszystko sprawia, że właściwie zawsze wstaje zmęczony i idzie spać zmęczony.

Skąd w tobie neurotyczny perfekcjonista?

Według Combsa źródeł postawy neurotycznego prokrastynatora można dopatrywać się w byciu najmłodszym z rodzeństwa, byciu jedynakiem lub byciu niechcianym, zaniedbywanym, lekceważonym dzieckiem. Prawdopodobnie czekanie do ostatniego momentu z wykonaniem różnych czynności powodowało, że na dziecku skupiała się uwaga rodziców. Mimo że jej wydźwięk był negatywny, nadal prowadziła do dostrzeżenia dziecka.

Jeden z klientów autora był najmłodszym z ósemki rodzeństwa. Dodatkowo była między nimi duża różnica wieku. Kiedy przyszedł na świat, rodzice byli już zmęczeni odchowaniem 7-ki poprzednich dzieci. Dlatego ich uwaga dla niego była dość okrojona. Nauczył się jednak, że dobrym sposobem na jej przyciągnięcie jest spóźnianie się wszędzie. Nawyk ten przeniósł później także w dorosłe życie, co rzutowało na jego pracę (m.in. spóźniał się do biura, na odloty samolotów w delegacje).

Chociaż nie bardzo daję wiarę temu, co Combs pisze o przyczynach prokrastynacji, starałam się ‘zdiagnozować’ skąd u mnie neurotyczny perfekcjonista ;) Rzeczywiście jestem najmłodsza z rodzeństwa. Od małego dawano mi poczucie, że jestem kimś wyjątkowym, kimś z kim wiązane ona większe nadzieje, niż z dwojgiem starszego rodzeństwa. Miałam poczucie obowiązku, aby być najlepszą uczennicą w klasie, być grzecznym i odpowiedzialnym dzieckiem  (sic!) itp. Wszystko, byle nie zawieść pokładanych we mnie nadziei i oczekiwań. Potrzeba zaspokajania cudzych wyobrażeń, w pewnym momencie przerodziła się w lęk przed tym, że nie zasłużę na oprawienie w złotą ramkę, która została dla mnie przygotowana. Świadomość tego pozwala przejść do kolejnego punktu.

Jak oswoić swojego neurotycznego perfekcjonistę?

Przede wszystkim trzeba nauczyć się sobie odpuszczać :) Wyluzować własne cugle, czy też poluzować warkoczyki, jak to nazywam. Bycie doskonałym- zastąpić byciem dobrym w swojej klasie, jak określa to Combs.

Warto opracować metodyczny plan, który krok po kroku będzie przybliżał do realizacji celu. Powtarzanie przez dłuższy czas tej samej czynności powoduje wykształcenie nawyku. W mózgu tworzą się nowe ścieżki neuronalne. Przykładowo: jeśli masz do napisania książkę, raport, pracę magisterską, idź za przykładem autora- pisz codziennie po 2 strony. Combs robił tak przez 100 wieczorów i w końcu miał gotowy materiał do wydania. Zapisz kilka prostych zadań (góra 5), które chcesz ukończyć jutro. Większa liczba jest przytłaczająca i powoduje, że w ogóle nie podejmiesz działania lub będziesz je odwlekać w czasie, ile wlezie.

Spójrz też na to, co robisz dla innych- czy nie jest tego zbyt dużo? Czego oczekujesz w zamian i czy to, co dostajesz nie rozczarowuje ciebie, bo jest zbyt mało doskonałe? Zrozumienie tego pozwoli ci zwolnić presję i z siebie, i z innych.

Spójrz na to, co masz i doceń to. Przyjrzyj się “prostym” sprawom typu: mam sprawne ciało i dzięki temu mogę uprawiać sport, a nie każdy ma tak wiele! Nawet coś, co wydaje się negatywne, może mieć pozytywną stronę. Przykładowo: to że płacisz tyle podatków i składek, co jest wkurzające, znaczy że masz dochody i masz za co żyć. A to jest zawsze dobra wiadomość! :) Odnoszę wrażenie, że często ludziom wydaje się, że to, co mają, jest im dane na zawsze. Otóż nie jest. Warto doceniać to, co mamy w tej chwili, cieszyć się każdym dniem.

Uwolnij się od przeszłości– inaczej nadal będziesz w niej tkwić i stracisz to, co dzieje się w teraźniejszości. Martwiąc się tym, że mając 12 lat zapomniałeś wiersza w trakcie szkolnego przedstawienia, prawdopodobnie nigdy nie będziesz w stanie zmierzyć się z tremą i występować publicznie. Zapytaj siebie, jakie to ma teraz znaczenie? Jakie miało konsekwencje? Czy wpłynęło to na miejsce, w którym znajdujesz się obecnie? Wybacz przeszłości, wybacz sobie, idź do przodu. To jedyne miejsce, w którym czeka na ciebie coś nowego.

Moim zdaniem kluczowe jest zrozumienie tego, że nigdy nie uda się zadowolić wszystkich, a próbując można zrobić sobie krzywdę. W przypadku neurotycznego perfekcjonisty ważne jest wzięcie odpowiedzialności za swoje życie i zaprzestanie oglądania się na innych. Takie ‘zerwanie pępowiny’ jest trudne i na początku bolesne, ale potrzebne, aby móc zacząć wprowadzać zmiany i w końcu żyć na własny rachunek.

Idealnym rozwiązaniem, które stosuję u siebie, jest jedna z końcowych porad zawartych w książce „Jak zaoszczędzić godzinę dziennie. Sprawne zarządzanie czasem” Michaela Heppella. Heppell zbierał metody, które stosują różne osoby, aby oszczędzać czas. Sposób stosowany przez Robina Deane’a jest bardzo prosty, a jednocześnie dla mnie jako wzrokowca, bardzo stymulujący. Taktyka pozwala spojrzeć na sprawy z szerszej perspektywy. Pomocna jest zwłaszcza wtedy, gdy czuję się przytłoczona ilością zadań lub niepowodzeniem. Polega ona na stawianiu sobie pytań o różnym horyzoncie czasowym:

Jak będę się z tym czuć za tydzień? Czy wtedy moja pomyłka nadal będzie tak źle wyglądać?

Jeśli to nie pomaga, zastępuję tydzień miesiącem, rokiem, a nawet łożem śmierci ;) Z reguły jednak wystarcza perspektywa tygodnia. Mój neurotyczny perfekcjonista za każdym razem jest co prawda zdumiony, że świat się nie zawalił ;) ale też coraz bardziej ufa zdrowemu rozsądkowi. Dlatego doradzam, by odpuszczać sobie pomału i sprawdzać, co się dzieje. Traktuj siebie jako obiekt badań i prowadź obserwacje. Czasem wymaga to wyjścia poza strefę komfortu, ale daje mnóstwo energii do działania. A tylko działanie jest w stanie oswoić neurotycznego perfekcjonistę tak, aby dało się z nim żyć.

W następnym wpisie zajmę się drugim typem prokrastynatora- Łowcą Wielkich Okazji. Stay tuned! ;)

2 Responses

  1. Avatar

    “Rzeczywiście jestem najmłodsza z rodzeństwa. Od małego dawano mi poczucie, że jestem kimś wyjątkowym, kimś z kim wiązane ona większe nadzieje, niż z dwojgiem starszego rodzeństwa. Miałam poczucie obowiązku, aby być najlepszą uczennicą w klasie, być grzecznym i odpowiedzialnym dzieckiem (sic!) itp. Wszystko, byle nie zawieść pokładanych we mnie nadziei i oczekiwań. Potrzeba zaspokajania cudzych wyobrażeń, w pewnym momencie przerodziła się w lęk przed tym, że nie zasłużę na oprawienie w złotą ramkę, która została dla mnie przygotowana.” – odnalazłam swojego neurotycznego bliźniaka. Byłam dokładnie w tej samej sytuacji, a dodatkowo różnica między moimi starszymi braćmi jest bardzo duża – 12 i 14 lat. Rodzice byli już zmęczeni, więc sama się o siebie troszczyłam, byłam bardzo obowiązkowa i zorganizowana. Nigdy nie było ze mną problemów, aż do momentu kiedy nagle wszystko zaczęło się walić. I paradoksalnie w liceum potrzebowałam większej uwagi i opieki niż dziecko w podstawówce i gimnazjum. Na dodatek presję bycia złotym dzieckiem odczuwałam nie tylko ze strony rodziców, ale też rodzeństwa i najbliższego otoczenia.

    1. Naczelny Zmieniacz

      Wypisz wymaluj jak u mnie :) U mnie też różnica między mną a starszym rodzeństwem wynosi sporo, bo 15 i 13 lat. I również było tak, że rodzice byli już zwyczajnie zmęczeni, więc brałam na siebie więcej niż powinno brać dziecko. Przeszłości nie można zmienić, jednak to, co było, pokazuje mi, gdzie już nie chcę iść ani jaka być. A to dobry materiał do tego, by tworzyć teraźniejszość z myślą o przyszłości :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *