Jak poradzić sobie z porażką?

Jak poradzić sobie z porażką?

Żyjemy w kolorowych czasach, w których słowa takie, jak sukces, szczęście, rozwój odmienia się przez wszystkie przypadki. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że wytwarzana jest presja sukcesu. Tak zewnętrzna, jak i wewnętrzna. A przecież nie da się przejść przez życie nie ponosząc po drodze żadnej porażki. Ba! Nader często notujemy ich na swoim koncie o wiele więcej niż sukcesów. Jak poradzić sobie z porażką? Poznaj 10 praktycznych wskazówek.

1. Zaakceptuj fakt, że nie uchronisz się przed popełnianiem błędów

Brzmi to baaardzo prozaicznie, ale wcale takie nie jest. To punkt szczególnie trudny dla niezdrowych perfekcjonistów. Nie jesteś maszyną. Jesteś istotą ludzką. Nie jesteś nieomylny ani wszechwiedzący (przykro mi, jeśli odarłam Cię teraz ze złudzeń ;) ). Daj sobie przyzwolenie na to, by popełniać błędy a czasem nawet wylądować na pysku.

2. Przestań traktować porażki personalnie

To znów trudny punkt dla niezdrowych perfekcjonistów. Takim osobom ciężko jest oddzielić siebie od swoich działań. Uważają zatem, że efekt ich działań – tu porażka – stanowi informację zwrotną o nich samych. Skoro zatem odnotowali na swoim koncie porażkę, to znak od wszechświata, że są do dupy, że się nie nadają, że nie są wystarczająco dobrzy. A gdyby zamiast traktować porażkę personalnie, potraktować ją jako informację zwrotną o sposobie swojego działania? I po prostu go zmienić? Hm?

3. Nie udawaj, że nic się nie stało

Porażki bolą. Bo „jadą” po naszym ego. Bo boimy się, co w tej sytuacji powiedzą lub pomyślą o nas inni. Bo dotyczą spraw dla nas ważnych. Bo ocierają się o nasze wartości. Nie udawaj, że nic się nie stało. Nie chowaj emocji i uczuć po kieszeniach, bo z tych ziarenek w czasem wykiełkują demony. A z demonami znacznie trudniej jest sobie poradzić niż z małymi ziarenkami, które teraz trzymasz w dłoni.

4. Daj sobie przestrzeń

Chce Ci się płakać, krzyczeć i rozwalić kilka talerzy o ścianę? Zrób to! Masz ochotę przekopać cały ogródek a później jeszcze ogródek sąsiada? Do roboty! Czujesz, że potrzebujesz wypić całą butelkę kieliszek wina, zjeść zgrzewkę tabliczkę czekolady i obejrzeć głupi film z najlepszą przyjaciółką? Dzwoń do niej!

Daj sobie przestrzeń na to, by przeżyć porażkę tak, jak Ty tego potrzebujesz. Jestem ostatnią osobą, która w tym pierwszym porażkowym uderzeniu poradziłaby Ci opanowanie i ćwiczenie silnej woli ;) Idź za głosem intuicji. Zrób to, czego potrzebujesz, by odchorować tę bolesną sytuację.

5. Wyrzygaj się

Ale tak emocjonalnie ;) Pogadaj z kimś, komu ufasz i na kogo wsparcie możesz liczyć. Znam Zmieniaczkę, która w takich sytuacjach ma dwie zaufane przyjaciółki. Gdy dzwoni do jednej z nich, ta mówi jej: „Ojej, bidulo, już wsiadam w samochód i zaraz u Ciebie będę. Po drodze kupię nam wino, lody i wypożyczę dobry film.” Gdy dzwoni do drugiej z nich, ta mówi jej: „Przestań się nad sobą użalać do k*&wy nędzy! Ogarnij się i bierz dupę do roboty! Czy mam tam przyjechać i ci nakopać?!”. W zależności od tego, w jakim stanie po porażkowym jest ta Zmieniaczka, wybiera wsparcie jednej albo drugiej przyjaciółki ;)

6. Zmień perspektywę spojrzenia

Choć w pierwszym uderzeniu zwykle wydaje się, że nastąpił koniec świata, rzadko jest tak w rzeczywistości. Często następnego dnia znów wstaje słońce a życie płynie swoim rytmem ;) Ta wiedza staje się jednak dla nas dostępna dopiero z czasem. Jak zatem przybliżyć się do niej od razu?

Spróbuj zmienić swoją perspektywę spojrzenia. Zastanów się, jakie faktycznie znaczenie będą miały konsekwencje tej sytuacji np. za tydzień albo za miesiąc? Czy rzeczywiście będziesz je jeszcze wtedy odczuwać? Zmieniaj perspektywę czasową, stopniowo ją poszerzając – aż dojdziesz do horyzontu czasowego w postaci… łoża śmierci. Doprawdy niewiele jest wydarzeń o tak negatywnym wydźwięku, które rzutują na całe nasze życie. Warto zdawać sobie z tego sprawę.

7. Dostrzegaj to, co osiągnąłeś

W sytuacji porażki całkiem sporo ludzi ma tendencję do tego, by przekreślać wszystko to, co do tej pory osiągnęli. Nagle ich spojrzenie ulega zawężeniu i przez okular analizy widzą mniej więcej tyle: „Nigdy nic mi się nie udaje, zawsze wszystko zawalam”. A przecież – patrząc racjonalnie – doskonale wiemy, że to nie jest prawda. Jednak będąc w silnych emocjach po prostu zaczynamy skupiać się na negatywach.

Pielęgnuj zatem i doceniaj swoje sukcesy – nawet te drobne. Notuj je w specjalnym zeszycie lub załóż swój SMR – Słoik Małych Radości. Więcej o jego idei przeczytasz tutaj >> Słoik Małych Radości #4 edycja. W sytuacji kryzysowej sięgnij do swojej bazy sukcesów, by zobaczyć, że ten medal ma także drugą, całkiem pozytywną stronę. To doda Ci wiary w swoje możliwości i podsyci pewność siebie.

8. Miej plan B

W zasadzie zawsze warto mieć przemyślany chociaż zarys planu awaryjnego, czyli planu B. To pozwala stosunkowo szybko wrócić na tory działania. Oczywiście zachęcam do tego, by nie rzucać się w wir działania od razu (patrz punkty 3., 4. i 5.). Jednak mając plan B, nie zostajesz z pustymi rękami, gdy już czujesz chęć powrotu do działania.

9. Przejdź do etapu analizy i wyciągania wniosków

Rzadko startujemy z poziomu zero – nawet po porażce. Przyjrzyj się temu, jakie masz zasoby – czasu, energii, pieniędzy, itp. Co z tego, co już masz, możesz wykorzystać, by zadziałać jeszcze raz – ale tym razem mądrzej? Zastanów się, czy w przyszłości możesz zaradzić podobnej sytuacji, już teraz szykując sobie np. plan B? Nie oszukuj się – nie zapamiętasz tego ;) Spisz to i schowaj na „czarną godzinę” .

10. Traktuj porażkę jako naukę

Tak – naukę a nie nauczkę. Nauczka to prztyczek w nos, to taka mini reprymenda od losu. Coś w stylu „No i po coś się tam pchał?!”. Z kolei nauka to lekcja, to zdobycie nowej, czasem zaskakującej, a czasem okupionej strachem i bólem – jednak wciąż użytecznej wiedzy. To bodajże najtrudniejszy spośród wszystkich 10. punktów. Wymaga bowiem przyznania się nie tylko do tego, że nie jesteśmy nieomylni, ale także do tego, że nie wszystko wiemy i nawet mając kilkadziesiąt lat wciąż się uczymy. To trudne dla naszego ego.

Nie zatrzymuj się na poziomie deklaratywnym (“Tak, porażki to dla mnie cenne lekcje” mówisz, bo jest to dobrze widziane, a tak naprawdę masz ochotę zaszyć się w pieczarze do końca życia) – popracuj nad swoimi przekonaniami, przyjrzyj się wartościom. I oczywiście – pochyl się nad powyższymi 9. punktami niż przejdziesz do punktu 10.

Jak zatem poradzić sobie z porażką?

Głęboko wierzę w to, że prawdziwą odpowiedź – powiązaną z Twoimi możliwościami i potrzebami – masz w sobie. Możesz śmiało skorzystać ze wszystkich 10. wskazówek lub wybrać te, które intuicyjnie czujesz, że są dla Ciebie. Eksperymentuj, testuj je i modyfikuj. Znajdź własną drogę poradzenia sobie w sytuacji porażki. To będzie prawdziwy sukces ;)

Źródło zdjęcia: Pixabay.com, autor: Free-Photos

  • http://www.duochrome.blogspot.com Aneta

    Świetny zestaw, aż sobie zapisałam, żeby do niego wracać za każdym razem, kiedy przyjdzie gorszy dzień! Nie ma co się łudzić, dzięki porażkom uczymy się, nabieramy doświadczenia i grubszej skóry, to one są często podstawą sukcesu, choć w zasadzie nikt nie mówi tego głośno…

    • http://laboratorium-zmieniacza.pl/blog Jadwiga (Naczelny Zmieniacz)

      Ja mam wrażenie, że wszyscy mówią o tym głośno i że przez to jest takie oczekiwanie, że porażki nie będą bolały, bo przecież to podwaliny sukcesu.

  • http://www.magdam.com.pl Magda M. blog

    Hmm, czytając Twoje sposoby na poradzenie sobie z porażką stwierdzam, że je wykorzystuję i radzę sobie całkiem nieźle. Super! :)

    • http://laboratorium-zmieniacza.pl/blog Jadwiga (Naczelny Zmieniacz)

      No to pięknie! Który z nich lubisz najbardziej? :)

  • Klaudia Kalazna

    Hej, ja to chyba temat porażek przerabiam praktycznie i teoretycznie z każdej strony a i tak od Ciebie się dowiedziałam ważnej sprawy: otóż mam problem z punktem WYRZYGAJ SIĘ :) Po prostu chorowałam tyle lat na perfekcjonizm, że aż zapomniałąm o tym, że bliscy ludzie wokoło mnie są także po to, by mnie wspierać. To raczej ja byłam tą poduszką do wy…płakiwania ;) Teraz już porażki to dla mnie lekcje i stosuję techniki metody, które mnie spierają, a ciągle się łapię na tym, że po prostu nie proszę innych o pomoc lub wysłuchanie. Twój tekst przypomina mi także, że przecież pomagam ludziom na co dzień odkrywać mocne strony i się doceniać, a ja czasami w wirze zajęć zapominam, ile fajnych spraw już mam na koncie. Serdeczności!

    • http://laboratorium-zmieniacza.pl/blog Jadwiga (Naczelny Zmieniacz)

      Czasem tak jest, że szewc bez butów chodzi ;)))

      • Klaudia Kałążna

        hehe :) Chodzi, chodzi, ale mu się czasem zrobi dziura i nie chce mu się jej naprawiać :/ Dopiero jak mu chlupie w butach, to się ogarnia! Ech :/

  • http://coachingserca.pl/ Magda Palmowska Coaching Serca

    Wszystkie punkty ważne, ale ten 3 jakoś tak mocno do mnie przemawia – bo czasem faktycznie ego podpowiada, że przecież porażka to PORAŻKA! :D i że w ogóle skoro nam nie wyszło to jesteśmy słabi na całej linii i do niczego… kiedyś tak myślałam i było mi trudno akceptować jakiekolwiek swoje potknięcia. Nie mówię, że teraz jest już super cacy, bo porażki nigdy nie są przyjemne, ale teraz już nie chcę udawać – jak coś nie idzie po mojej myśli to to dostrzegam i nie boję się o tym mówić – bo zrozumiałam i umościłam sobie w głowie i w sercu przekonanie, że KAŻDY ma prawo się potykać i że moja wartość nie jest wprost proporcjonalna do osiągnięć. No i też uważam, że przede wszystkim warto eksperymentować, działać, testować – wtedy można nawet z uśmiechem przechodzić od porażki do porażki nie tracąc entuzjazmu i traktować je jako kolejne szczebelki w procesie uczenia się ;)

    Punkt 5 – przeczytałam “wygrzej się” :D myślę sobie – spoko opcja – wygrzać się czy to emocjonalnie, czy fizycznie – słoneczko wreszcie daje ku temu okazje ;)))) A później taksując tekst raz jeszcze patrzę – “wyrzygaj się” i w śmiech :D :D :D Dzięki za ten tekst, ważny! :)

    • http://laboratorium-zmieniacza.pl/blog Jadwiga (Naczelny Zmieniacz)

      O! Bardzo podoba mi się to spojrzenie, że nasza wartość nie jest wprost proporcjonalna do osiągnięć. To popchnęło mnie w tym momencie dalej, to takiego wniosku, że liczba porażek, potknięć i bubli jest wprost proporcjonalna do osiągnięć. Na pewno Henry Ford i Thomas Edison by mnie tu poparli :D

      Co do punktu 5 – uśmiałam się w głos :D :D :D

  • http://fabrykatekscika.pl/ Terenia Tekścik

    Z nieba mi spadłaś z tym tekstem! Oj tak, porażki bolą… I rzeczywiście z perspektywy czasu dużo łatwiej na nie spojrzeć. Najgorszy moment to ten, gdy człowiek irytuje się na wszystko wokół, na samego siebie i na złośliwość losu… Potem gdy sytuacja już się uspokoi, jest duuużo lepiej! Dziennik sukcesów – potwierdzam, przydaje się. Choć w zasadzie rzadko do niego zaglądam, żeby przeczytać poprzednie wpisy. Jak już, to dodaję nowe.
    Muszę nauczyć się, aby wyciągać wnioski z porażek i rzeczywiście nie traktować ich jako wrednych prztyczków od losu. Punkt 10 właśnie mi to uświadomił! Zawsze przy okazji porażki można się przecież czegoś nowego nauczyć, aby w przyszłości uniknąć popełnienia podobnego błędu :). Zdałam sobie też sprawę, jak wielką wdzięczność odczuwam dla mojego ukochanego Męża – on to ma anielską cierpliwość do mojego gderania na wszelkie porażki :D. Dziękuję za ten tekst, muszę co jakiś czas sobie odświeżać tę wiedzę i wdrażać Twoje rady. Pozdrawiam!

    • http://laboratorium-zmieniacza.pl/blog Jadwiga (Naczelny Zmieniacz)

      Baaardzo się cieszę, że wpasowałam się z tym tekstem w Twoje potrzeby! :) Uściski dla męża! :D